Morze Wewnętrzne

wybór esejów i redakcja: Marek Zagańczyk
fotografie: Janusz Górski

Fernand Braudel swoje opus magnumMorze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II – poświęcił morzu, które nie dzieli, ale łączy. Napisał wspaniałą pochwałę różnorodności, ułożył migotliwą mozaikę z miliona kawałków, których przed nim nikt nie miał śmiałości zestawić: „Morze Śródziemne nie jest jednym morzem, stanowi ono »kompleks mórz«, i to mórz zatłoczonych wyspami, pociętych półwyspami, otoczonych poszarpanymi brzegami. W jego życie przenika ziemia, jego poezja jest na poły wiejska, jego marynarze bywają chłopami; jest ono morzem zarówno oliwek i winorośli, jak smukłych okrętów wiosłowych czy pękatych statków kupieckich, a jego historii nie da się oddzielić od historii otaczającego go lądu, podobnie jak gliny nie da się wyjąć z rąk rzemieślnika”.

Czytam Braudela i na chwilę tracę świat sprzed oczu. Wtedy emigruję nad Morze Śródziemne, patrzę na ludzi, którzy żyli w jego bliskości, którzy o nim pisali, ponieważ było początkiem i końcem znanej im rzeczywistości. „Pięć półwyspów Morza Wewnętrznego – pisze Braudel – łączy wzajemne podobieństwo […]. Mówiąc o dziejach Morza Śródziemnego, trzeba przede wszystkim i stale troszczyć się o przywrócenie mu prawdziwych rozmiarów, wyobrażać je sobie jakby w zbyt obszernym ubraniu. Ongiś morze to było światem samo w sobie, było planetą […]. Wątpię, aby bez spojrzenia geografa (podróżnika i pisarza) można było uchwycić prawdziwe oblicze Morza Śródziemnego”.

Marek Zagańczyk